Papież do seminarzystów i nowicjuszy: pocieszenie, krzyż i modlitwa – istota misji chrześcijańskiej

Radość pocieszenia, krzyż i modlitwa – to trzy punkty odniesienia chrześcijańskiego posłannictwa, o których mówił papież Franciszek w kazaniu podczas Mszy św. dla seminarzystów, nowicjuszy i nowicjuszek. Przewodniczył jej 7 lipca w bazylice św. Piotra w Watykanie, a wraz z nim koncelebrowało ją ponad 600 biskupów i kapłanów z całego świata. Kandydaci do kapłaństwa i życia konsekrowanego odbyli w dniach 4-7 bm. pielgrzymkę do Rzymu w ramach Roku Wiary. 

Oto polski tekst kazania papieskiego:
 
Drodzy bracia i siostry,
Już wczoraj z radością spotkałem się z wami a dziś nasze święto jest jeszcze większe, gdyż ponownie spotykamy się na Eucharystii w Dniu Pańskim. Jesteście klerykami, nowicjuszami i nowicjuszkami, młodymi ludźmi na drodze powołania. Pochodzicie z całego świata: reprezentujecie młodość Kościoła! Jeśli Kościół jest Oblubienicą Chrystusa, to wy w pewnym sensie wyrażacie chwilę jej zaręczyn, wiosnę powołania, okres odkrycia, sprawdzania, formacji. Jest to bardzo piękny okres, w którym stawiane są fundamenty pod przyszłość. Dziękuję wam za przybycie!
 
Dzisiaj Słowo Boże mówi nam o misji. Skąd rodzi się misja? Odpowiedź jest prosta: rodzi się z powołania, pochodzącego od Pana, a ten, kogo On powołuje, jest nim po to, aby być posłanym. Jaki jednak powinien być styl tego posłanego? Jakie są punkty odniesienia misji chrześcijańskiej? Wysłuchane przez nas czytania sugerują nam trzy takie punkty: radość pocieszenia, krzyż i modlitwę.
 
1. Pierwszy element: radość pocieszenia. Prorok Izajasz zwraca się do ludu, który przeszedł mroczny okres wygnania, przeżył bardzo ciężką próbę. Teraz jednak dla Jerozolimy nadszedł czas pocieszenia. Smutek i lęk muszą ustąpić przed radością: „Radujcie się... weselcie się... cieszcie się” – mówi prorok (66, 10). Jest to wielka zachęta do radości. Dlaczego? Jaki jest powód tego zaproszenia do radości? Ponieważ Pan wyleje na Miasto Święte i jego mieszkańców „kaskadę” pocieszenia – tak oto są pełni pocieszenia – kaskadę matczynej czułości: „Ich niemowlęta będą noszone na rękach i na kolanach będą pieszczone” (w. 12). Gdy mama bierze w ramiona dziecko i pieści je; tak samo Pan zrobi z nami i robi z nami. To jest ta kaskada czułości, która daje nam tak wiele pocieszenia. „Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (w. 13). Każdy chrześcijanin, a przede wszystkim my, jesteśmy powołani, by nieść to orędzie nadziei, które daje pokój ducha i radość: pocieszenie Boga, Jego czułość wobec wszystkich. Ale możemy je nieść tylko wtedy, gdy jako pierwsi doświadczamy radości bycia pocieszanymi przez Niego, bycia przez Niego miłowanymi. Jest to ważne, aby nasza misja była owocna: odczuwać Boże pocieszenie i przekazywać je! Spotkałem kilkakrotnie osoby konsekrowane, które boją się pocieszenia Bożego i... biedacy, biedacy!... zadręczają się, gdyż boją się tej czułości Bożej. Ale nie lękajcie się, nie lękajcie się, Pan jest Panem pocieszenia, Panem czułości. Pan jest Ojcem i to On mówi, że będzie robił z nami to, co mama ze swoim dzieckiem, dzięki swej czułości. Nie bójcie się czułości Pana. W naszym sercu winno rozbrzmiewać i stać się misją wezwanie Izajasza „Pocieszcie, pocieszcie mój lud!” (40, 1). My [mamy] znaleźć Pana, który nas pociesza, oraz iść, aby pocieszać lud Boży. To jest misja. Ludzie potrzebują dzisiaj na pewno słów, ale przede wszystkim potrzebują, abyśmy świadczyli o miłosierdziu, czułości Pana, który rozgrzewa serce, budzi nadzieję, pociąga ku dobru. Radość niesienia Bożego pocieszenia.
 
2. Drugim punktem odniesienia misji jest krzyż Chrystusa. Święty Paweł, pisząc do Galatów, stwierdza: „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” (6, 14). I mówi o „stygmatach”, to znaczy o ranach Ukrzyżowanego Jezusa, jako o czymś szczególnym, o znaku wyróżniającym jego życie jako Apostoła Ewangelii. W swojej posłudze Paweł doświadczał cierpienia, słabości i klęski, ale także radości i pocieszenia. To właśnie stanowi misterium paschalne Jezusa: tajemnica śmierci i zmartwychwstania. I właśnie to przyzwolenie, by upodobnić się do śmierci Jezusa, sprawiło, że św. Paweł miał udział w Jego zmartwychwstaniu i w Jego zwycięstwie. W godzinie ciemności i próby jest już obecna i działa jutrzenka światła i zbawienia. Misterium Paschalne jest bijącym sercem misji Kościoła! I jeśli pozostajemy w obrębie tej tajemnicy, unikamy zarówno doczesnej i triumfalistycznej wizji misji, jak i zniechęcenia, które może się zrodzić w obliczu prób i niepowodzeń. Duszpasterska skuteczność głoszenia Ewangelii wypływa nie z sukcesu ani z niepowodzenia według kryteriów ludzkiej oceny, ale z dostosowania się do logiki Jezusowego krzyża, która jest logiką wychodzenia z siebie i dawania siebie, jest logiką miłości. To krzyż – zawsze krzyż z Chrystusem, gdyż często proponują nam krzyż bez Chrystusa: to nie wypada! – zapewnia owocność naszej misji. I to z krzyża, najwyższego aktu miłosierdzia i miłości, rodzimy się jako „nowe stworzenie” ( Gal 6, 15).
 
3. I wreszcie trzeci element: modlitwa. W Ewangelii usłyszeliśmy: „Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”(Łk 10, 2). Robotnicy na żniwo nie są wybierani w wyniku kampanii reklamowych lub nawoływań do służby i wielkoduszności, lecz są „wybrani” i „posłani” przez Boga. To On wybiera, On wysyła, On powierza misję. Dlatego ważna jest modlitwa. Kościół, jak to wielokrotnie powtarzał Benedykt XVI, jest nie nasz, lecz Boga. A ileż to razy my, osoby konsekrowane, myślimy, że jest nasz! Robimy z niego... coś, co przychodzi nam do głowy. Ale on nie jest nasz, jest Boży. Pole, które należy uprawiać, jest Jego. Misja jest więc przede wszystkim łaską. Misja jest łaską. I jeśli apostoł jest owocem modlitwy, znajdzie w niej światło i moc dla swojego działania. Nasza misja nie jest bowiem owocna, a wręcz gaśnie w tej samej chwili, kiedy przerwaniu ulega połączenie ze źródłem, z Panem.
 
Drodzy seminarzyści, drogie nowicjuszki i nowicjusze, drodzy młodzi, którzy wchodzicie na drogę powołania. Przedwczoraj jeden z was, jeden z waszych formatorów powiedział mi: „Ewangelizacji dokonuje się na kolanach”. Usłyszcie to dobrze: „Ewangelizacji dokonuje się na kolanach”. Bądźcie zawsze ludźmi modlitwy! Bez nieustannej więzi z Bogiem misja staje się zawodem. Ale pracujesz jako kto? Jako krawiec, kucharka, czy pracujesz jako ksiądz, pracujesz jako siostra? Nie. To nie jest zawód, to coś innego. Zawsze istnieje ryzyko aktywizmu, nadmiernego polegania na strukturach. Gdy spoglądamy na Jezusa, widzimy, że w przededniu każdej ważnej decyzji czy wydarzenia trwał na intensywnej i długiej modlitwie. Dbajmy o wymiar kontemplacyjny, także w wirze najbardziej naglących i najpilniejszych zobowiązań. I im bardziej wasza misja wzywa was do wyruszenia na krańce istnienia, niech tym bardziej wasze serce będzie zjednoczone z Sercem Chrystusa, pełnym miłosierdzia i miłości. Na tym polega tajemnica skuteczności duszpasterskiej, skuteczności ucznia Pana!
 
Jezus posyła swoich uczniów „bez trzosa ani torby, ani sandałów” (Łk 10, 4). Szerzenia Ewangelii nie zapewnia ani liczba osób, ani prestiż instytucji, ani ilość dostępnych zasobów. Tym, co się liczy, jest bycie przenikniętym miłością Chrystusa, przyzwolenie, by prowadził nas Duch Święty i zaszczepienie swego życia w drzewie życia, którym jest krzyż Pana.
 
Drodzy przyjaciele i przyjaciółki, z wielką ufnością zawierzam was wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny. Ona jest Matką, która pomaga nam swobodnie podjąć ostateczne decyzje bez lęku. Niech Ona pomaga wam w świadczeniu radości Bożej pociechy, bez lękania się radości; niech Ona pomaga wam podporządkowywać się logice miłości Krzyża i wzrastać w coraz głębszej jedności z Panem w modlitwie. W ten sposób wasze życie będzie bogate i owocne!
 
st, kg (KAI) / Watykan
 
--
Katolicka Agencja Informacyjna
Data wydania: 07 lipca 2013