"Bóg mówi w ciszy - 350-lecie Eremu Kamedułów w Bieniszewie

„Jak kapłanowi właściwe jest celebrowanie Mszy świętej, doktorowi głoszenie nauki, tak pustelnikowi właściwym jest trwanie w milczeniu i poście. (…) Milczenie w życiu zakonnym i samotnym nie po to jest ustanowione, abyśmy się stali istotami niemymi, ale po to, byśmy ograniczając rozmowy zewnętrzne nie przestawali rozmawiać z Bogiem”. Kameduli z Bieniszewa k. Konina 7 i 8 września obchodzą 350. rocznicę powstanie Eremu Pięciu Męczenników na Sowiej Górze.

By dotrzeć do Eremu Pięciu Męczenników na Sowiej Górze w Bieniszewie k. Konina trzeba zjechać z głównej drogi i pokonać wąski trakt leśny prowadzący na niewielkie wzniesienie. Hałas świata tutaj nie dociera, a leśna cisza sprzyja skupieniu i kontemplacji. Żyjący w tym miejscu od XVII wieku pustelnicy Kongregacji Eremitów Kamedułów Góry Koronnej praktykują jedną z najsurowszych reguł wśród instytutów życia konsekrowanego. Wyrzekają się nie tylko dóbr tego świata, ale prowadząc życie ukryte i samotne, myślą i sercem dążą ku jak najpełniejszemu zjednoczeniu z Bogiem.

„Stałym dążeniem pustelnika jest ograniczanie własnych potrzeb i szukanie we wszystkim ubóstwa, pokory, prostoty i ukrycia. Stawiając Królestwo Boże na pierwszym miejscu rezygnuje on z wszelkiego rodzaju autoafirmacji i szukania jakichkolwiek bogactw ziemskich. Jego skarb znajduje się w niebie”. Owa surowość życia, dla współczesnego konsumpcyjnego świata niezrozumiała, a niekiedy wręcz postrzegana jako niedorzeczna, ma jednak głęboki sens i wartość, której nie sposób oszacować. Parafrazując słowa Karola Wojtyły, kameduli, podobnie jak inne zgromadzenia kontemplacyjne, są piorunochronem dla świata.

Widzenie Zosi

Erem na Sowiej Górze wzniesiono w drugiej połowie XVII wieku. Wedle przekazu zachowanego w Kronikach zakonnych 20 listopada 1662 roku, w wigilię Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, 17-letniej Zosi z sąsiedniego Bochlewa ukazała się świetlista Pani, która wskazała jej wzgórze z samotną sosną. Oczom dziewczyny ukazał się wówczas nieziemski widok białych mnichów oddających chwałę Bogu. Matka Boża zapowiedziała, że wkrótce w tym miejscu stanie klasztor, w którym zakonnicy będą poprzez nieustanną modlitwę i kontemplację wypraszać łaski dla wszystkich ludzi. Zosia, wypełniając polecenie otrzymane podczas objawienia, opowiedziała o wszystkim ojcu Antoniemu Krzesikowskiemu, który był kierownikiem duchowym kasztelana Alberta Kadzidłowskiego. Ten pod wpływem przedziwnej opowieści zdecydował się wspomóc finansowo fundację klasztoru na Sowiej Górze, w miejscu wskazanym przez Maryję.



Wkrótce z eremu krakowskiego przybyli pierwsi kameduli. Początkowo zamieszkali u ojców bernardynów w Kazimierzu Biskupim, a później w Gosławicach, prowadząc jednocześnie starania związane z budową pierwszych zabudowań klasztornych. Fundacja dokonana przez Kadzidłowskiego została potwierdzona w dokumencie królewskim Jana Kazimierza wystawionym 1 sierpnia 1663 roku. Jedenaście lat później na Sowiej Górze stał już drewniany kościół. Spłonął on jednak w niedługim czasie wraz z łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Pocieszenia. Budowę świątyni murowanej ukończono dopiero pod koniec XVIII wieku.

W czasie zaborów kameduli zostali zmuszeni do opuszczenia pustelni. Wbrew nakazowi pozostało w niej jednak kilku mnichów. Ostatni z nich o. Karol Pianowski zmarł w 1846 roku. Erem podupadł. Majątek klasztorny został rozgrabiony, a kult sprawowany był tylko kilkanaście razy w roku. W 1880 roku zabudowania pokamedulskie przejął hrabia Karol Mielżyński, chroniąc je tym samym przed ostateczną rozbiórką. W 1906 roku teren klasztoru stał się własnością Stanisława Mańkowskiego, który po odzyskaniu przez Polskę niepodległości na własny koszt rozpoczął odbudowę zniszczeń, a później przekazał swoją własność kamedułom. Po 118 latach nieobecności, 2 lipca 1937 roku, kameduli powrócili do Bieniszewa i przystąpili do remontów. Nie zdołali jednak w pełni odbudować swojej pustelni z powodu wybuchu II wojny światowej. W sierpniu 1940 roku czterech ojców zostało aresztowanych przez Niemców i przewiezionych do obozu w Sachsenhausen, a następnie do Dachau. Kameduli powrócili do Bieniszewa zaraz po zakończeniu działań wojennych i ponownie podjęli trud rekonstrukcji eremu według zachowanych opisów, zdjęć i rysunków.

W milczeniu

Erem Pięciu Męczenników w Bieniszewie to jeden z dwóch czynnych dzisiaj eremów kamedulskich i jedyny ściśle kontemplacyjny, pustelniczy zakon męski w Polsce. Obecnie żyje w nim dziewięciu mnichów łącznie z kandydatami przypatrującymi się pustelniczemu życiu. Rytm dnia wyznacza im bicie klasztornego dzwonu. 3.45 pobudka; 4.00 Godzina Czytań i Anioł Pański w milczeniu w celi; 4.45 Lectio Divina również w celi; 5.45 Jutrznia, Msza św. i Modlitwa przedpołudniowa; 7.00 śniadanie i czas wolny w celi; 8.30 praca; 11.45 modlitwa południowa; 12.00 Anioł Pański w milczeniu.


„Życie pustelnicze w naszym zakonie jest całkowicie nastawione na zjednoczenie z Bogiem w ustawicznej modlitwie i kontemplacji. Naszym powołaniem jest życie kontemplacyjne, jeszcze nie to, jakiego oczekujemy w przyszłym życiu, ani nawet nie ekstaza ducha, udzielana niekiedy w tym życiu pewnym duszom bardzo doskonałym, lecz ten rodzaj życia, kiedy to człowiek, wyrzekłszy się troski o wszelkie sprawy doczesne lub duchowe, zajmuje się tylko sobą i Bogiem oraz - o ile pozwala na to ułomność ludzka - stara się usilnie o zjednoczenie z Bogiem z pomocą świętej lektury, przez rozważanie rzeczy wiecznych i pilną modlitwę. (…) Samotność wiernie przeżywana jest nie tylko obrazem serdecznej zażyłości z Chrystusem, ale często ma także wymiar cierpienia i walki. Pustelnik powinien pamiętać, że wówczas, kiedy życie samotne staje się dlań ciężarem, w sposób istotny uczestniczy on w cierpieniach Chrystusa, a udręka właściwa mnichowi przynosi obfity owoc duchowy w Kościele”.

Kameduli żyją w samotności, ale nie całkowicie sami. Jeśli któryś z nich słabnie, inny go podnosi, jeśli któremuś staje na drodze jakaś przeszkoda, wspólnota stara się pomóc mu ją przezwyciężyć. Niemniej mnisi ograniczają kontakt do niezbędnego minimum. Mieszkają w domkach oddalonych od siebie na tyle, by nie zakłócać sobie wzajemnie samotności. „Nic nie jest tak stosowne i konieczne dla tych, którzy prowadzą życie samotne, jak przebywanie w celi, siedząc w milczeniu” – uczył bł. Paweł Giustiniani, założyciel Kongregacji. Cela określa wymiar pustelniczy życia kamedulskiego i stanowi dla zakonników przestrzeń ich codziennego życia wypełnionego modlitwą i kontemplacją. W celi kameduli jadają i spędzają większą część dnia na modlitwie i rozważaniu. Opuszczają ją przede wszystkim dla odprawienia godzin liturgicznych i Eucharystii, która stanowi centrum pustelniczego życia. Oprócz modlitwy, kontemplacji, nabożnej lektury i ćwiczeń duchowych, dzień mnicha wypełnia także praca. Jak uczyli święci Ojcowie, pustelnicy muszą bardzo przestrzegać, aby być zawsze zajęci, aby diabeł znajdował ich zawsze zajętych i nie mógł znaleźć ani chwili do ich kuszenia. Zajęć, czy to duchowych, czy fizycznych kameduła winien mieć tyle, by każda chwila dnia wydawała mu się krótka i niewystarczająca, a czynności do spełnienia więcej niż potrzebnego na nie czasu.

Chleb i czarna kawa

Ścisłe przestrzeganie harmonogramu porządkuje dzień eremitów i pomaga w zachowaniu modlitewnego skupienia. Po południowej modlitwie Anioł Pański mnisi samotnie jedzą obiad i mają czas wolny. O 14.00 udają się na modlitwę popołudniową i odmawiają różaniec maryjny. O 15.00 przychodzi czas studium lub pracy. Dalej o 17.00 kolacja; 17.30 Lectio Divina w celi; 18.30 Nieszpory, Litania Loretańska, Modlitwa do Najświętszej Maryi Panny i św. Romualda, Anioł Pański w milczeniu – podczas bicia dzwonu, modlitwa na zakończenie dnia, Ps. 130. za zmarłych w milczeniu – podczas bicia dzwonu; 19.30-3.45 nocny odpoczynek i święte milczenie. Tak jest każdego dnia.

Mnisi nie mają radia i telewizji. Gazety docierają do nich rzadko i w ograniczonej ilości. Obcy jest im pośpiech i zawrotne tempo współczesnego świata. Nie piszą listów, nie wyjeżdżają na urlop, nie składają wizyt krewnym, nie uczestniczą w rodzinnych uroczystościach. Nawet, gdy umrze ktoś bliski, nie jadą na pogrzeb. Rodziny mogą ich jednak kilka razy w roku odwiedzać. Erem opuszczają wyłącznie w wyjątkowych wypadkach, gdy trzeba iść do szpitala albo głosować. Ponadto pięć razy w roku mogą wspólnie wyjść w celach rekreacyjnych. Kameduli nie prowadzą działalności duszpasterskiej ani innych działań apostolskich. Przyjmują jedynie mężczyzn na rekolekcje zamknięte. Kobiety na teren eremu nie mogą wchodzić. Wyjątkiem jest niedzielna Msza św. o 10.30, kiedy mnisi otwierają kościół dla wszystkich wiernych.

Surowość dotyczy także stołu. Kameduli nie jadają mięsa. Podawać je można tylko chorym, kiedy tego potrzebują. We wszystkie piątki w roku, a także w czasie 40-dniowych postów poprzedzających Boże Narodzenie i Wielkanoc eremici wstrzymują się także od spożywania nabiału i jaj. Podobna wstrzemięźliwość dotyczy rzeczy osobistych. Cele kamedułów wyposażone są niezwykle skromnie – łóżko, krzesło, stół. Nie ma w nich żadnych ozdób, niczego, co mogłoby stać się przyczyną roztargnienia i odciągać mnichów od świętego skupienia. Główną ozdobą celi – jak uczy Reguła św. Benedykta z Nursji – ma być jej ubóstwo. Mnisi nie posiadają także zbyt wielu rzeczy osobistych, do których mogliby się zanadto przywiązać.

„Życie eremu bezwzględnie wymaga ewangelicznego wyrzeczenia, co się wyraża w umartwieniach wynikających z naszego stylu życia. Byłoby złudzeniem, gdyby ktoś chciał pogodzić autentyczne życie zjednoczenia z Bogiem z szukaniem pewnych wygód, także tych powszechnie przyjętych w życiu świeckim”.

Powołanie dla wybranych

„Kto chce zostać mnichem, musi przede wszystkim szukać Boga”. Jednakże nie wszyscy kandydaci spełniający ten wymóg są zdolni do pustelniczego życia. Od aspirantów wymaga się przede wszystkim wystarczającej dojrzałości ludzkiej i chrześcijańskiej, aby mogli stawić czoła życiu przeżywanemu w znacznej mierze w samotności i milczeniu. Wydawać by się mogło, że osobom o introwertycznej osobowości przychodzi to łatwiej niż ekstrawertykom. Doświadczenie pokazuje jednak, że to właśnie ludzie bardziej społeczni z natury są bardziej predysponowani do życia we wspólnotach pustelniczych.

Odseparowani od wszystkich pustelnicy są złączeni ze wszystkimi miłością i współczuciem. Ich misja przekracza zarówno poszczególnego człowieka, jak i ich własną wspólnotę. Swoim harmonijnym i wiarygodnym życiem wskazują, ku czemu zmierza droga każdego człowieka i starają się w nim wzbudzić żywe pragnienie doskonałości eschatologicznej Bożego Królestwa.

„Powołanie do życia samotnego jest charyzmatem Ducha Świętego tzn. jest darem danym osobiście poszczególnym osobom, który ma być rozwinięty dla dobra całej wspólnoty. Zostać pustelnikiem oznacza m.in. wejść i poddać się pewnej odwiecznej i żywej tradycji, opartej i czerpiącej z charyzmatu naszych Ojców. Wierne strzeżenie tego, aby nie została utracona tożsamość naszego charyzmatu stanowi dobro całego Kościoła i przyczynia się w sposób niewidoczny, ale prawdziwy i głęboki do ewangelizacji świata”.

Każdy, kto chciałby wspomóc pustelników kamedułów z Bieniszewa może wpłacić ofiarę na poniższe konto bankowe. Za każdą pomoc finansową ojcowie i bracia kameduli są bardzo wdzięczni zapewniając o codziennej modlitwie i comiesięcznej Eucharystii za wszystkich swoich dobroczyńców i ich rodziny.

Kongregacja Eremitów Kamedułów Góry Koronnej. Erem Pięciu Męczenników,
62-530 Kazimierz Biskupi, Bieniszew-Klasztor 1,
PKO BP SA Oddział 1 w Koninie 51 1020 2746 0000 3802 0068 1775

Cytaty pochodzą z materiału tekstowego udostępnionego przez przeora Eremu Pięciu Męczenników w Bieniszewie.
Bernadeta Kruszyk / Bieniszewo
--
Katolicka Agencja Informacyjna
Data wydania: 07 września 2013