"Temu można zaradzić" - o. Adam Żak SJ o przeciwdziałaniu pedofilii w Kościele (wywiad)

To nie jest tak, że do tej pory nic się nie robiło a pedofile lub inni sprawcy nadużyć mieli wolną rękę. Niemniej jednak w dobie globalnej informacji konieczna jest większa przejrzystość a nie dyskrecja – mówi jezuita o. Adam Żak, mianowany w czerwcu br. przez Konferencję Episkopatu Polski koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży. Za papieżem Benedyktem XVI przypomina, iż „Kościół oczyszczający się z grzechów nadużyć staje się wolny i wiarygodny, by skutecznie upominać się o krzywdę wyrządzaną dzieciom gdziekolwiek”.

W wywiadzie udzielonym KAI o. Żak mówi m.in. o tym, jak Kościół w Polsce odpowiada na problem nadużyć seksualnych względem nieletnich. Wyraża też przekonanie, że można im zapobiegać a także podkreśla, iż rolą wszelkich programów prewencyjnych nie może być budzenie nieufności wśród dzieci.

O. Żak SJ zwraca też uwagę, iż o skali zjawiska pedofilii świadczy nie ilość sprawców, którzy często bywają recydywistami, ale ilość ich ofiar, dlatego – jak podkreśla - uwaga i priorytety Kościoła muszą kierować się właśnie do nich. 

Poniżej pełny tekst wywiadu:


KAI: Z jakim oddźwiękiem społecznym spotkała się nominacja dla koordynatora Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży?

O. Adam Żak SJ: - Pierwszy oddźwięk społeczny to głównie zainteresowanie mediów: rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych. Pojawiły się też komentarze w różnych gazetach, pytania na czym ma polegać moja praca. Ciągle otrzymuję telefony i prośby o wyjaśnienia różnych aspektów mojej funkcji. Oznacza to, że zainteresowanie społeczne jest duże. Trochę martwi fakt, że poza KAI oraz "Tygodnikiem Powszechnym" media katolickie zdają się nie zauważać, w jakim kierunku idą działania Episkopatu w tym zakresie.

Zacząłem też nawiązywać kontakty instytucjonalne. Ucieszyła mnie reakcja Fundacji „Dzieci Niczyje”, która z własnej inicjatywy zaproponowała spotkanie. Jestem przekonany, że ci, którzy działają w sferze ochrony dzieci i młodzieży przed przemocą, z „otwartym uchem” przyjęli tę decyzję Konferencji Episkopatu. 


KAI: Na czym polega nowość i zarazem znaczenie tej decyzji biskupów?

- Ze strony księży biskupów to śmiała decyzja. A jeśli wkrótce zostaną zatwierdzone aneksy do "Wytycznych Konferencji Episkopatu Polski w związku z oskarżeniami duchownych o przestępstwa przeciwko szóstemu przykazaniu z osobą małoletnią poniżej 18 roku życia”, to będzie wyraźnie widać, że mianowanie koordynatora jest częścią większego planu odpowiedzi Kościoła na problematykę nadużyć seksualnych we własnych szeregach. 

Kościół nie jest środowiskiem, w którym na dzieci czyha więcej niż gdzie indziej zagrożeń, ale ma świadomość, iż podejmując zdecydowane kroki w swoich szeregach, potwierdza swój moralny tytuł, by wskazywać na problem nadużyć seksualnych wobec dzieci i młodzieży w innych środowiskach. 

Wiarygodnym jest nie ten, kto może się pochwalić, że problem go nie dotyczy, ale ten, kto robi to, co do niego należy, kto czyści własne podwórko, równocześnie zachęcając innych do współpracy i wskazując na problem, który istnieje dość szeroko.


KAI: Jakie jest Ojca doświadczenie w tym zakresie? Czy Ojciec osobiście spotkał ofiary molestowania seksualnego przez duchownych?

- Moje osobiste doświadczenie podzieliłbym na dwa rozdziały. Pierwszy - to doświadczenie duszpasterza, który w swojej pracy spotkał się z ofiarami nadużyć seksualnych. Były to osoby nadużyte w dzieciństwie lub w okresie dorastania przez różnych sprawców, w tym również przez duchownych. To doświadczenie nie było dla mnie marginalne, zwłaszcza z powodu percepcji krzywdy i skutków tego nadużycia u ofiar. Stopniowo poznawałem, co może być skutkiem nadużyć, uczyłem się też współczucia, bo to jest podstawowa rzecz. Współczucia, które nie bazuje tylko na emocjonalnym przeświadczeniu: „jesteś biedny, biedna bo ktoś ci zrobił krzywdę”, ale coraz bardziej opartego na przekonaniu, że temu można zaradzić. 

Bowiem temu zjawisku można nie tylko sprzeciwić się, ale można je ukrócić. Podejmując kolejne kroki można sprawić, żeby takie wydarzenia zostały ograniczone lub w ogóle nie miały miejsca. Takie było moje osobiste dojrzewanie. 

Drugi rozdział mojego doświadczenia dotyczy dojrzewania instytucjonalnego. Byłem przełożonym wyższym (czyli prowincjałem) prowincji południowej mojego zakonu. Później przez 9 lat pracowałem w Kurii Generalnej Towarzystwa Jezusowego w Rzymie, blisko Watykanu. Miałem możność śledzenia rozwoju skandalu nadużyć, bo tak to trzeba nazwać, skandalu w świecie kościelnym, szerokim, nie ograniczonym tylko do jednego kraju ale w wymiarze światowym. 



Widziałem z jednej strony szczerość wysiłków ale z drugiej strony, przy obserwacji tych zjawisk rosło też przekonanie, że reakcja Kościoła musi być nie tylko odpowiedzią dobrej woli ale winna być profesjonalna i całościowa. Musi zawrzeć w sobie zarówno troskę o to, żeby takie wypadki nie zdarzały się więcej - czyli prewencję, ale też musi być drugi filar. Pierwszym filarem jest zrozumienie ofiar, empatia, pomoc dla osób, które zostały takim nadużyciem skrzywdzone; drugim - prewencja.

W ostatnim roku, po zakończeniu mojej misji w Rzymie, zacząłem przyglądać się bliżej temu problemowi. Nie dlatego, że starałem się o tę funkcję w Kościele polskim, ale pragnąłem dzielić się tym, co już gdzieś wydarza się dobrego w tej materii. Pomyślałem, że dobrą rzeczą będzie przeniesienie na grunt polski szkolenia przygotowanego przez Centrum Ochrony Dzieci Uniwersytetu Gregoriańskiego wraz z kliniką w Ulm w Niemczech. Otwarcie Centrum i uruchomienie wielojęzycznego programu szkoleniowego zostało ogłoszone na międzynarodowym sympozjum biskupów i wyższych przełożonych zakonnych, jakie odbyło się w Rzymie w lutym 2012 r. 

Kurs ten w systemie e-learningowym ma za zadanie przygotować „nauczycieli” prewencji czyli osoby kompetentne, które zapoznają się ze zjawiskiem nadużyć od strony prawnej, psychologicznej czy modeli interwencji. Z założenia jest to program międzynarodowy, ukierunkowany na pomoc Kościołom lokalnym, które same z siebie nie mają tylu zasobów żeby stworzyć odpowiednie programy. To miał być taki przyczynek dla Kościoła w Polsce a biskupi to zauważyli. Do kogokolwiek się z tym zwróciłem, począwszy od przewodniczącego Konferencji Episkopatu, poprzez sekretarza generalnego czy ordynariuszy szeregu diecezji wszędzie mnie przyjmowano bez żadnych uprzedzeń, z dużą zachętą, by dalej w tej dziedzinie pracować. W pewnym momencie biskupi uznali, że mogę być przydatny szerzej niż tylko na przeniesienie kursu do Polski. 


KAI: Na czym ma więc polegać ta szersza odpowiedź Kościoła na problem nadużyć?

- Kurs jest punktem startowym. Jego wartość przyrównałbym do zapalnika - rozpoczyna kształtowanie wspólnej świadomości kilkudziesięciu osób, fachowców z różnych dziedzin, którzy wnosząc swoje kompetencje będą wypracowywać wspólnie model całościowej odpowiedzi na problem nadużyć seksualnych w Kościele, jaka byłaby potrzebna w Polsce. Zdaję sobie sprawę, że sam nic nie zrobię, jedynie we współpracy z ludźmi, którzy są o sensie tej pracy równie przekonani jak ja. 

To nie jest tak, że do tej pory w tej dziedzinie nic się nie robiło a pedofile lub inni sprawcy nadużyć mieli wolną rękę. Tak nie było, zarówno od strony tworzenia prawa jak i jego stosowania. Niemniej jednak w dobie globalnej informacji konieczna jest bardziej przejrzystość niż dyskrecja. Poza tym na zjawisko społeczne istniejące przecież nie tylko w Kościele, jest niezbędna szeroka odpowiedź społeczna. Wobec złożoności zjawiska, złożoności tego przestępstwa i typologii sprawców, która jest bardzo zróżnicowana, musimy znaleźć odpowiednie środki, aby zapobiegać na różne sposoby i w różnych środowiskach tym nadużyciom.

Księża biskupi uznali, że potrzeba jest odpowiedź całego Episkopatu, całego Kościoła w Polsce, czyli również wobec tych wszystkich wierzących świeckich, którzy byli lub są zaniepokojeni informacjami o nadużyciach w Kościele i pytają o stopień zagrożenia i to, co Kościół robi.

Mianowanie koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży to wyraźny sygnał ze strony Kościoła, ufam, że przyjdą też następne, iż Kościół w Polsce, czyli i duchowieństwo i wierni świeccy, chce instytucjonalnie w sposób poważny zająć się tym zagadnieniem. To bardzo pozytywny fakt, choć oczywiście nie jest receptą na wszystkie problemy. Nie wiem jakie kompetencje prokuratorskie, duszpasterskie czy psychologiczne musiałby mieć ten koordynator, gdyby miał rozwiązać wszystkie problemy. Nie byłoby roztropne powierzanie jednemu człowiekowi tak szerokiej odpowiedzialności.

Natomiast cały Episkopat decydując się na powołanie takiej funkcji pokazuje swoje zdecydowanie, by dać wyraźną odpowiedź na problem nadużyć względem nieletnich. Złoży się na nią prewencja, pomoc ofiarom a także istotne elementy formacji kapłańskiej.


KAI: Rozumiem, że to właśnie byłyby elementy tego całościowego programu? 

- Tak. W tych innych zakresach, poza prewencją, wolałbym teraz jeszcze pozostać na poziomie ogólności, nie dlatego, żeby uniknąć odpowiedzi, ale ponieważ są to sprawy jeszcze debatowane, aneksy do Wytycznych Episkopatu jeszcze nie zostały przyjęte. Szkoda, że tak dużo czasu potrzeba na ich stworzenie. Ale z drugiej strony, faktem jest, że inne kraje też potrzebowały lat na opracowanie systemów odpowiedzi całościowej. Wystarczy prześledzić historię w poszczególnych krajach. Amerykanie potrzebowali ponad 20 lat na to, aby wypracować system zapobiegania i przeciwdziałania nadużyciom. Podobnie Niemcy czy inne kraje europejskie również potrzebowały czasu. Widoczny jest wzrost świadomości w całym Kościele. Początkowo różne części świata uważały, że problem nadużyć seksualnych wobec dzieci i młodzieży to problem typowo anglosaski lub amerykański. W związku z tym Kościoły w tych krajach były niejako uśpione na problem u siebie.


KAI: W Polsce też można odnieść wrażenie, że „nas ten problem nie dotyczy”...

- Myślę, że to wrażenie przez decyzję Episkopatu zostało przynajmniej – nie wprost – skorygowane. W jakiej skali, w jakim stopniu nas dotyczy, tego faktycznie nie wiemy. Zresztą niewiele krajów naprawdę dogłębnie przebadało tę problematykę jeśli chodzi o Kościół. Dane dotyczące nadużyć seksualnych nierzadko są szacunkowe lub cząstkowe, brakuje też jednej metodologii. Innymi słowy, problem jest złożony ale i trudny do ujęcia, bo niewiele spraw dotyczących nadużyć kończy się w sądzie. 

W Polsce ogólnie wiemy ilu jest skazanych za pedofilię, ale kim są, z jakich środowisk pochodzą – tego już nie. W związku z tym, jeśli w społeczeństwie mamy problem z pozyskaniem danych o zakresie zjawiska, to i Kościół nie jest w tym odosobniony. Oczywiście Kościół ma też własny, wewnętrzny system informacyjny, ale metodologia tych badań, co i jak w nich ująć, jeszcze nie jest do końca wypracowana. Po prostu uczymy się tego i ufam, że również Kościół w Polsce, z czasem będzie dysponował lepszym rozeznaniem problemu, po to by jego odpowiedź była coraz bardziej skuteczna.

Niecierpliwość i oczekiwanie na reakcję Kościoła są zrozumiałe, bo zjawisko, niezależnie od skali, jest niepokojące. Niekiedy przeradza się ona w nacisk pod adresem Kościoła. Uważam, że to jest w sumie pozytywne, bo od kogo ludzie mają oczekiwać, że zajmie się w sposób dogłębny kwestią nadużyć wobec nieletnich, jak nie od Kościoła, który głosi zasady a w Ewangelii ma słowa Jezusa: „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie przeszkadzajcie im” (Mk 10, 14) oraz: „jeśli ktoś byłby przyczyną upadku jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej byłoby dla niego, aby mu zawieszono kamień młyński na szyi i utopiono w morzu” (Mt 18, 6). Ta niecierpliwość bazuje na autentycznej trosce, a jeśli nie, to i tak jest jakąś formą wołania o autentyzm świadectwa Kościoła.

Tym wszystkim, którzy uważają, że to jest wymysł wrogów Kościoła papież Benedykt XVI dał bardzo jasną odpowiedź w maju 2010 r. w drodze do Fatimy: „Największe prześladowanie Kościoła nie pochodzi od zewnętrznych nieprzyjaciół, ale rodzi się z grzechu w Kościele i dlatego Kościół ma głęboką potrzebę ponownego nauczenia się pokuty, przyjęcia oczyszczenia, nauczenia się z jednej strony przebaczenia, ale także konieczności sprawiedliwości”. Te słowa papieża, to bardzo ważny sygnał, który podpowiada nam, że nie należy się bać szczerości, że trzeba przyjąć oczyszczenie i nie unikać sprawiedliwości. To jest w sumie program odpowiedzi Kościoła na grzech nadużyć seksualnych wobec nieletnich. Kościół oczyszczający się z grzechów nadużyć staje się wolny i wiarygodny, by skutecznie upominać się o krzywdę wyrządzaną dzieciom gdziekolwiek.

Jeśli nadużycia zdarzają się w innych środowiskach, czy w rodzinach, to właśnie wspólnota kościelna, która jest bezpiecznym środowiskiem może rozpoznać, że dziecko jest krzywdzone. Bardzo dużo dzieci i młodzieży związanych jest z Kościołem w różnego rodzaju grupach, alternatywnych dla innych środowisk. Jeśli Kościół przez swoją własną mądrze ustawioną prewencję przyczyni się do tego, żeby rozpoznać ewentualne oznaki wykorzystania i chronić dzieci i młodzież również gdzie indziej, to tym lepiej. 


KAI: Jaka jest – według Ojca wiedzy – skala tego zjawiska w Polsce? A jak to wygląda w innych krajach?

- W Stanach Zjednoczonych oraz w niektórych krajach europejskich jak Niemcy czy Wielka Brytania i Irlandia zdecydowanie zauważa się współzależność wzrostu ilości nadużyć z głębokimi przemianami kulturowymi i obyczajowymi w społeczeństwie. Te bardzo głębokie przemiany społeczne w połączeniu z brakiem adekwatnej odpowiedzi formacyjnej w seminariach oraz wielorako uwarunkowaną bezkarnością duchownych to podstawowe przyczyny wzrostu nadużyć w Kościele od połowy lat 60. List Benedykta XVI do Kościoła w Irlandii opierający się na wynikach watykańskiej wizytacji w tym kraju potwierdza ten sam splot przyczyn. 

Z perspektywy lat widać, że nie było wtedy odpowiedniej formacji ludzkiej wspierającej dojrzewanie i integrację różnych aspektów osobowości kandydatów do kapłaństwa. Najwięcej sprawców nadużyć wśród księży to byli sprawcy okazjonalni, osobowościowo niedojrzali. Tacy, którzy nie mieli zaburzonej preferencji seksualnej, tylko jakieś nierozwiązane problemy, które nierozpoznane i nieprzepracowane w czasie formacji, później, w latach pracy duszpasterskiej skutkowały zachowaniami niewłaściwymi czy przestępczymi. Z badań wynika, że te przestępstwa przeciwko godności i bezpieczeństwu dzieci i młodzieży były popełniane nierzadko przez sprawców, którzy m.in. mieli różnego rodzaju uzależnienia czy historie niewierności w dziedzinie czystości poprzedzające nadużycia wobec nieletnich.

Choć z opóźnieniem, to jednak jesteśmy nurcie przemian kulturowych i obyczajowych podobnych do tych, jakie miały miejsce na Zachodzie od lat 60-tych. Dlatego możemy przypuszczać, że to bardzo negatywne zjawisko nadużyć seksualnych wobec nieletnich nasiliło się również w polskim społeczeństwie, którego Kościół jest częścią. Przemiany społeczne są bardzo złożone, niejednoznaczne, powodują duże zrelatywizowanie tradycyjnych wartości oraz rozluźnienie obyczajowe w całym społeczeństwie. Oznacza to, że odpowiedź Kościoła nie może być tylko odpowiedzią moralizatorską. Tego możemy się nauczyć od innych krajów i Kościołów. 


KAI: Jeśli nie moralizatorska to jaka? 

- To powinna być odpowiedź bazująca na powrocie do źródeł moralności a zarazem praktyczna. Powinna to być zaprogramowana prewencja, ale też jasne i jawne reguły postępowania w sytuacji zaistnienia faktu nadużycia, odpowiednia reakcja względem ofiar jak również wobec sprawców. Ważne jest też zabezpieczenie na przyszłość, żeby ci sprawcy, nie byli istotnym czynnikiem ryzyka w przyszłości, czy to w Kościele czy w społeczeństwie. 

Nie wystarczy księdza, nauczyciela czy trenera, który popełnił przestępstwo nadużycia ukarać a potem wypuścić wolno. Nie wystarczy księdza ukarać pozbawieniem możliwości pełnienia funkcji kapłańskich czy nauczyciela pozbawieniem możliwości pełnienia zawodu – i zostawić ich w społeczeństwie bez odpowiedniej pomocy, bez jakiegoś „planu bezpieczeństwa” dla tych osób.


KAI: Bywa, że jeśli nadużycia dokonał kapłan, to np. kuria informuje, że oskarżony został suspendowany przez biskupa. Wydaje się, że Kościół zareagował, kara jest faktem, a jaki „plan bezpieczeństwa” byłby zdaniem Ojca potrzebny? 

- Zareagowanie poprzez karę jest konieczne dlatego, że te czyny nie mogą pozostać bezkarne, ale nie powinna to być jedyna reakcja instytucji kościelnej. Środki karne jakie ma do dyspozycji Kościół mogą być dotkliwe, ale nie są porównywalne do środków, jakimi dysponuje państwo. Również możliwości dochodzeniowe, jakie ma Kościół, który nie posiada żadnych środków przymusu, są inne od możliwości państwa dlatego współpraca między nimi jest konieczna. Stolica Apostolska również kładzie na to duży nacisk, żeby współpraca tam, gdzie jest możliwa była pełna, konstruktywna i pozytywna.

Pokuta, jaką może być kara, nie może skończyć się na tym, że ktoś odsiedzi wyrok i zostanie pozbawiony funkcji jaką wcześniej pełnił. Zapytanie musi iść dalej: jak i co zrobić, żeby ta osoba nie była w przyszłości zagrożeniem, również w innym środowisku. To problem bardzo złożony, nie czuję się kompetentny, żeby na niego odpowiadać. 

Z obserwacji sytuacji w innych krajach widzę, że ta reakcja Kościoła wobec sprawców musi być wielopłaszczyznowa, łączyć w sobie przebaczenie i pokutę. Chodzi o to, żeby sprawca poniósł konsekwencje, ale też pojednanie nie może być „z przeceny” wyrażane np. w słowach „no tak, popełniłeś błąd, ale teraz przecież go żałujesz”. Trzeba sprawdzić czy temu żalowi towarzyszy faktyczna przemiana. W takich sytuacjach , ryzyka nie ocenia się tylko po tym, co dany sprawca mówi o sobie, ale trzeba to zobiektywizować i muszą to ocenić specjaliści.

Z tego co wiem istnieją różne stopnie ryzyka recydywy. Ryzyko duże – dla ludzi o zaburzonej preferencji seksualnej, natomiast inne w przypadku okazjonalnych sprawców, którzy działali np. w stresie, co nie znaczy, że i tego ryzyka też nie należy rozpoznać i go wykluczyć. 

Nie jest to moja działka, ale wyobrażam sobie, że to, co ewentualnie Episkopat zadecyduje w aneksach do Wytycznych – to też nie będzie odpowiedź na problem udzielona raz na zawsze, ale doświadczenia, które zdobędziemy w zakresie w prewencji, czy odpowiedzi na potrzeby ofiar czy reakcji wobec sprawców, oraz w zakresie formacji kapłańskiej będą podlegały dalszej refleksji i rozwojowi.


KAI: Podstawowym oczekiwaniem rodziców jest jednak to, żeby osoba skazana za przestępstwa seksualne, nie miała później kontaktów z dziećmi. 

- W takich sytuacjach potrzebna jest współpraca z organami państwowymi, dlatego że Kościół nie ma aparatu przymusu, który w skrajnych przypadkach jest potrzebny do tego żeby np. duże ryzyko recydywy ograniczyć lub wyeliminować. Natomiast nie ulega wątpliwości, że Kościół jest na tę współpracę otwarty, ale wciąż jeszcze będzie musiał uczyć się coraz większej otwartości, jeśli chodzi o ocenę ryzyka. 


KAI: A jaka jest rola biskupa, jeśli jego podwładny zostanie oskarżony o pedofilię? 

- W tym wypadku słuszniej jest pytać o rolę przełożonego kościelnego. Obok biskupów ordynariuszami dla swoich podwładnych są również wyżsi przełożeni zakonni, czyli prowincjałowie. Podstawowa rola przełożonego kościelnego w razie wniesienia oskarżenia polega na spowodowaniu, by zostało rozpoczęte dochodzenie wstępne zmierzające do ustalenia faktów lub przynajmniej ich prawdopodobieństwa. Jeśli oskarżenia zostaną potwierdzone lub uprawdopodobnione przełożony kościelny jest zobowiązany przekazać sprawę do Stolicy Apostolskiej, która podejmuje dalsze decyzje. W zależności od okoliczności wobec domniemanego sprawcy przełożony może zastosować środki zapobiegawcze, by do rozstrzygnięcia sprawy przez Stolicę Apostolską nie mógł w żaden sposób szkodzić innym nieletnim ani być przyczyną dalszego zgorszenia. Do przełożonego kościelnego należy również troska o ofiary i ich bliskich. Ofiary są sojusznikami przełożonego kościelnego, bo przez ujawnienie swojego cierpienia pomagają Kościołowi w oczyszczeniu i uzdrowieniu naruszonego ładu moralnego.


KAI: Ile w Polsce może być ofiar pedofilii? Obecnie powstają różne organizacje zrzeszające te osoby. 

- Z mediów wiem tylko o jednej powstającej organizacji ofiar. W jednej ze szkół katolickich w Berlinie okazało się, że w latach 70. dwóch zakonników, którzy uczyli w tej szkole, miało na swoim koncie ponad 200 ofiar. O skali zjawiska nie daje nam pełnego obrazu ilość sprawców ale ilość ofiar, m. in. dlatego uwaga i priorytety Kościoła muszą kierować się właśnie do nich.

Z badań przeprowadzonych na zlecenie amerykańskiego Episkopatu, które dotyczyły okresu od 1950 do 2010 r. w skali całego kraju, wynika iż większość sprawców skrzywdziła więcej niż jedną ofiarę. W tego rodzaju przestępstwach tendencja jest taka, że na ogół mamy do czynienia ze sprawcami wielokrotnymi.

W związku z tym informacja wynikająca z nieprofesjonalnego obliczenia na podstawie danych z mediów, że w Polsce w latach 2001-2011 zostało skazanych 27 księży za przestępstwa przeciw godności i bezpieczeństwu seksualnemu nieletnich, nie daje nam całościowego obrazu. Jeżeli ktoś został skazany np. za cztery czyny pedofilne to nie znaczy, że tylko tyle ich popełnił, ale znaczy, że przed sądem tylko te cztery mu udowodniono a nie np. wszystkie. 

Chcę powiedzieć, że tak naprawdę nie znamy skali zjawiska. Nie poznamy jej, dopóki nie będziemy znać przynajmniej w przybliżeniu liczby ofiar. Oczywiście, te wielkości: liczba sprawców i ich rodzaj oraz liczba ofiar muszą być ze sobą skorelowane, gdyż wtedy będzie można w przyszłości określić, czy odpowiedź Kościoła i społeczeństwa na problem nadużyć seksualnych jest skuteczna. 


KAI: A czy nie byłyby potrzebne jakieś punkty, miejsca, gdzie ofiary mogłyby zgłaszać się? Obecnie mogą zgłosić się do kurii...

- Do przyjmowania zgłoszeń jest kompetentny tylko przełożony kościelny oskarżonego kapłana, który działa przez osobę lub komisję wyznaczoną do tego celu. To już jest pewien standard w Kościele, że biskupi czy przełożeni mają swoich delegatów do których powinno się zgłaszać nadużycia. Inna rzecz, czy tacy delegaci są publicznie znani, czy wiadomo do kogo się zgłaszać. W krajach, w których Kościół ma więcej doświadczenia w konfrontacji ze skandalem nadużyć, na stronach internetowych diecezji czy prowincji zakonnych są podane wszystkie informacje pomocne do kontaktu ofiar z osobami do tego wyznaczonymi. 

Mam nadzieję, że również w Polsce powstanie strona internetowa z informacjami na temat zasad i procedur, jakimi kieruje się Kościół w takiej sytuacji. Każdy powinien być pewny tych zasad, zwłaszcza ofiary. 


KAI: To ogromne zadanie dla Kościoła w Polsce, bo dotychczasowe doświadczenia są różne. Dla przykładu Kuria we Wrocławiu, stanęła na wysokości zadania i w oświadczeniu potrafiła wyrazić, że „jeżeli skutkiem działania księdza archidiecezji wrocławskiej jest krzywda uczyniona dzieciom, to nie znajdujemy słów, by wyrazić ból i współczucie ofiarom” a zarazem prosiła by „powiadomić bezzwłocznie odpowiednie władze świeckie, a w przypadku duchownych również kościelne”. Rzecznik kurii wrocławskiej przyznał wtedy, że to doświadczenie uczy głębokiej pokory. Ale są też i takie diecezje, które w tego typu sytuacjach reagują zupełnie inaczej...

- Nie chcę pomniejszać wagi tego, że reakcje instytucji kościelnych bywają różne, że nie wszystkie są na odpowiednim poziomie, tylko chcę powiedzieć, że jesteśmy w procesie uczenia się. Dobrze jest, że możemy uczyć się jedni od drugich. Kościoły w poszczególnych krajach od siebie, jedna diecezja od drugiej. 

Te różnice w sposobie reagowania wskazują na potrzebę jednolitej odpowiedzi Kościoła na problem nadużyć. Tę jednolitość „polityki” dotyczącej zarówno prewencji, reakcji na doniesienia o popełnieniu przestępstwa jak i informacji, mogą zapewnić odpowiednie szkolenia. 


KAI: Kościołowi chodzi o to, żeby być bezpiecznym środowiskiem i oddziaływać na innych?

- Bezpieczne środowisko to takie, w którym dzięki poczuciu bezpieczeństwa i dzięki zaufaniu może się dziać wiele dobra. Tworzenie bezpiecznego środowiska nie oznacza szerzenia podejrzeń, lecz budowanie atmosfery wzajemnego zaufania. Zaufanie rodziców do tego środowiska i równocześnie ufność dzieci i młodzieży, które w tym środowisku spotykają się i formują lub działają wspólnie z innymi, to jest podstawowy element tego bezpieczeństwa, o które chodzi – bezpiecznego środowiska. 

Działalność prewencyjna w środowiskach duszpasterskich, ruchach młodzieżowych, grupach dziecięcych czy na katechezie, będzie miała o tyle sens, jeżeli będzie się odbywać we współpracy i w porozumieniu z rodzicami. Prewencja nie może polegać na tym, że bezpieczne środowisko, które uczy ufności będzie budziło podejrzliwość w dzieciach wobec wszystkich dorosłych.

Innymi słowy, wszelka działalność w zakresie prewencji nie może być środkiem budzenia nieufności czy podejrzliwości, bo to zaprzeczałoby samej idei bezpiecznego środowiska. Chodzi o to, żeby dziecko mogło mieć zaufanie do dorosłego, do wychowawcy, do kapłana a nie o stworzenie sytuacji, w której nie będzie można uśmiechnąć się do dziecka bo może zaistnieć podejrzenie o niewłaściwe zamiary. 


Rozmawiała Anna Wojtas
awo / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
Data wydania: 07 września 2013