Przemówienie Przewodniczącego Generalnego z okazji złożenia pierwszych i wieczystych ślubów w Instytucie - 14.11.2015, Rzym

Jak już mówiliśmy, wiele powodów przywiodło nas do Rzymu, gdzie położone zostały podwaliny Kościoła. Rok Życia Konsekrowanego i odnowienie naszych Konstytucji stanowią okazję, stworzoną przez Pana, byśmy na nowo przyjrzeli się naszym podstawom: naszemu życiu, decyzji, jaką podjęliśmy wiele, czy ledwie kilka lat temu, lub wręcz kilka dni temu, by złożyć dar z siebie Chrystusowi Królowi w Instytucie, który nosi Jego imię.

Jest wśród nas abp Savio Hon Tai-Fai. Obecność ta ma wielkie znaczenie, gdyż wskazuje drogę, jaką Instytut powołany jest, by pokonać, również w sensie geograficznym. Abp Hon Tai-Fai przybył bowiem z Hong Kongu, z ziemi, gdzie jest powołaniem Instytutu zaznaczyć obecność konsekrowanych świeckich. Abp Hon Tai-Fai jest sekretarzem Kongregacji Ewangelizacji Narodów.


Przypomnijmy więc sobie, jakie jest powołanie Instytutu. Nie przeżywamy bowiem naszej konsekracji jako pojedyncze jednostki, lecz w Instytucie. Tak, aby mógł on stać się darem dla Kościoła. Kościół nie powstał po to, by wpatrzony w siebie zajmował się tylko sobą, lecz istnieje dla zbawienia świata. Powinniśmy zawsze nieść w sercu troskę i pasję ewangelizowania narodów, kultur, ludzkiego życia w całej jego codzienności. Warto pamiętać, że Lazzati rozpoczął tę drogę wiedziony pragnieniem apostolstwa, a więc pragnieniem dobra dla świata. Także pierwsze dokumenty Kościoła dotyczące Instytutów Świeckich, a zwłaszcza „Primo Feliciter", mówią c naszym powołaniu jako szczególnej formie apostolstwa.

Nasz Instytut, jak wszystkie instytuty świeckie, to niewielka przestrzeń, w której Kościół doświadcza swego powołania. Powołania, by dać się przenikać światu. Przez lata wspólnej drogi Kościoła i Instytutu zrozumieliśmy, że pierwszym i być może najważniejszym krokiem w kierunku tego apostolstwa jest przyjęcie cennych skarbów ludzkości. Należy jednak podkreślić, iż owe skarby ludzkości powstały w następstwie twórczej woli Boga. Kościół zaś jest powołany do tego, by uszanować je, dostrzec i rozwijać.

Spotykamy się w Rzymie, aby przypomnieć sobie powołanie Instytutu, zgodnie z którym jesteśmy zakorzenieni w Kościele na rzecz jego pełnego rozwoju.

Spotykamy się w Rzymie również po to, by wyrazić wdzięczność wobec uznania cnót heroicznych Giuseppe Lazzatiego, naszego Założyciela.

Zebraliśmy się tu dziś wieczorem z okazji składania ślubów przez 23 naszych przyjaciół z Hong Kongu, Indii, Włoch, Wenezueli i Polski. Zgodnie z tradycją, to do nich właśnie kieruję tych kilka słów wprowadzenia, ale skoro adresatów tych słów jest tak wielu, to dotyczą one także nas wszystkich. Spróbujmy więc teraz zastanowić się nad tym, co jest treścią naszego powołania. Jak wiemy, jest ono połączeniem pełni konsekracji i rzeczywistej świeckości. Powiedziałem „połączeniem", ponieważ nie jest tylko sumą jednego i drugiego. Konsekracja i świeckość muszą być przeżywane równocześnie, splatając się ze sobą.

Na początek kilka słów o naszej konsekracji.

Można by powiedzieć, że składanie ślubów to przejaw zarozumialstwa. Czy dochowam wierności? Czy zawsze będę żył w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie?

Z drugiej strony jednak, jest to decyzja, której nie można zrozumieć, gdyż łączy się z rezygnacją z wielu istotnych rzeczy. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę. I nie tylko. Sam wybór konsekracji podobnie jak decyzja o wyrzeczeniu się rozmaitych rzeczy, nie jest pociągająca. Celibat jako taki nie jest zachęcający. Pociąga nas jednak Pan. I na tym polega różnica.

Nie będziemy mogli chwalić się nigdy naszym celibatem, ponieważ to znak słabości, znak tajemnicy Boga, który uczynił się słabym i małym. A raczej Tego, który jest Bogiem, ponieważ uniżył się i zszedł do pozycji słabszego.

W gruncie rzeczy tak właśnie wygląda historia wezwanych przez Boga opisanych w Piśmie Świętym. Powołanie nie prezentuje się zachęcająco. Rodzi wahanie i nastręcza trudności. Warto jednak uważnie pochylić się nad tekstem, gdyż Pan na swój sposób rozwiewa nasze wątpliwości. Nie przekonuje nas: "Popatrz, w rzeczywistości nie ma żadnych wahań ani trudności". Mówi natomiast: "Ja będę z tobą".

Rdz 26, 2-3, do Izaaka: "Ukazał mu się bowiem Pan i rzekł: Nie idź do Egiptu, lecz zatrzymaj się w tym kraju, który ci wskażę. Zamieszkaj w tym kraju, a ja będę z tobą (...)".

Rdz 31, 3 do Jakuba: "Wtedy to Pan rzekł do Jakuba: Wróć do ziemi twych przodków, do twego kraju rodzinnego, Ja zaś będę z tobą".

Wj 3, 11-12 do Mojżesza: A Mojżesz odrzekł Bogu: Kimże jestem, bym miał iść do faraona i wyprowadzić Izraelitów z Egiptu? A On powiedział: Ja będę z tobą".

Pwt 31, 23 do Jozuego: "Bądź mężny i mocny, gdyż ty zaprowadzisz Izraelitów do ziemi, którą im poprzysiągłem, a Ja będę z tobą".

Joz 1, 5 do Jozuego: "Jak byłem z Mojżeszem, tak będę z tobą, nie opuszczę cię ani porzucę".

Sdz 6, 12.15-16 do Gedeona: "Wybacz, Panie mój! - odpowiedział Mu - jakże wybawię Izraela? Ród mój jest najbiedniejszy w pokoleniu Manassesa, a ja jestem ostatni w domu mego ojca". Pan mu odpowiedział: "Ponieważ Ja będę z tobą, pobijesz Madianitów jak jednego męża".

Do ludu Izraela ustami Izajasza - Iz 41, 10; 43, 2: "Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim! Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą (...)".

Jr 1, 8.19; 15,20 do Jeremiasza w dramatycznej dla niego chwili: "Będę walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię [zwyciężyć], gdyż Ja jestem z tobą - wyrocznia Pana - by cię ochraniać".

(1 Kr 11, 38; Ps 91, 15)

Maryja zaś usłyszy (Łk 1, 28): "Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą".

Do św. Pawła (Dz 18, 9-10): "Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić, dlatego że wiele ludu mam w tym mieście".

Zastanówmy się chwilę nad jednym z aspektów tych słów. Bardzo często Bóg używa czasu przyszłego: "Ja będę z tobą".

Wydaje mi się, że znaczenie jest oczywiste. Pan nie pozwala nam zrozumieć, w jaki sposób pokonamy trudności. Na pytanie: "W jaki sposób przezwyciężę trudne, mroczne chwile?". Pan nie daje nam odpowiedzi. My zaś na to samo pytanie szczerze powinniśmy odpowiedzieć: "Nie wiem". Pan mówi nam: "Ja będę z tobą". I ta obietnica Boga jest również obietnicą naszego szczęścia. Niech więc te słowa Pana staną się syntetycznym wyrazem naszej konsekracji. W tym zdaniu warto to zauważyć, podmiotem nie jestem ja, lecz Bóg.

Również dla podsumowania naszej świeckości znalazłem króciutkie zdanie, składające się z paru zaledwie słów.

Wszyscy wiemy, że nasz Założyciel spędził dwa lata w niemieckich obozach jenieckich. W jego notatniku znaleźć można ślad ważnego, a powiedziałbym wręcz decydującego wydarzenia. Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem 1943 r. Lazzati modli się, rozważając tajemnicę Wcielenia. Kilka miesięcy wcześniej wysocy hierarchowie Kościoła, a wśród nich błogosławiony kard. Schuster, podjęli kroki mające na celu umożliwienie powrotu Lazzatiego do Włoch. Słowa zawarte w jego dzienniku pozwalają nam domyślać się, że Lazzati dowiedział się o planach wydostania się z obozu.

I oto, co pisze 23 grudnia: "Wielka dyskusja o ewentualnym powrocie do Włoch. Jestem pogodny i spokojny. Wydaje mi się, że nie ma żadnych wątpliwości: trzeba zostać". A następnego dnia, 24 grudnia, w Wigilię Bożego Narodzenia: "Otrzymałem od o. Gemelli przepustkę na powrót. Trzeba postępować ostrożnie. Dla mnie: zostać".

Lazzati, rozważając tajemnicę Wcielenia, podjął decyzję, by pozostać w obozie jenieckim. Wielokrotnie opisywał sytuację jeńców jako niemal nieludzką, zwierzęcą, w której dochodziły do głosu najniższe instynkty. Mało tego, Lazzati, wracając do Włoch znalazłby się bliżej współbraci z Sodalicji. Mógłby prowadzić działalność apostolską, mógłby czynić dobro. Decyduje się jednak pozostać w obozie. Rozumie bowiem, iż wolą Bożą wobec niego jest, by pozostał. Jestem uwięziony/ Będę więźniem.

"Dla mnie: zostać". Wydaje mi się, że trzon naszego powołania jest tu podkreślony z wielką siłą: zostać mimo pokusy ucieczki. Rzeczywistość nie jest zachęcająca, ale trwam w niej z woli Bożej. A kiedy moja sytuacja staje się szczególnie nieprzyjemna i trudna, trwam tym bardziej. Trwam cierpliwie. Cierpliwość jest bowiem zdolnością znoszenia ciężarów. Odnosi się to także do celibatu. Musimy przyznać, że często rzeczywistość nie jest pociągająca. Pociąga nas jednak Pan. A to stanowi różnicę.

W Księdza Apokalipsy mowa jest o Babilonie będącym symbolem zła. Św. Jan, mając wizję zniszczenia tego miasta widzi także, że wśród ruin zostały ślady krwi proroków i świętych (czyli ślady życia!). Prorocy więc i święci nie opuścili miasta. Zostali w nim: "i w nim znalazła się krew proroków i świętych, i wszystkich zabitych na ziemi" (Ap 18, 24).

Jest jeszcze jeden aspekt mający znaczenie w kontekście naszego powołania. Czy to w wielkim mieście, czy w obozie jenieckim, to nie my, lecz kto inny wydaje rozkazy. Prawdziwe przeżywanie świeckości oznacza sytuacje w życiu, kiedy to często inni wydają rozkazy. W życiu świeckim jesteśmy pozbawieni wszelkich, tak kuszących nas, przywilejów.

Jeżeli zastanowimy się nad rozkazem, jaki wydał nam Lazzati, a przede wszystkim, jeśli będziemy żyć zgodnie z jego zaleceniem, będziemy mogli dostrzec pewien szczególny fakt o nadzwyczajnym znaczeniu. Prawdziwa świeckość stanowi nie tylko treść, lecz także warunek pełnej i autentycznej konsekracji. I dlatego właśnie konsekrację i świeckość trzeba przeżywać razem! Świeckość przeżywana szczerze i w sposób głęboki pociąga za sobą rzeczywiste poddanie siebie samego woli Bożej.

Musimy pamiętać, że nasi ojcowie założyciele, oddając swe życie dla Instytutu (i tu można by dodać: poświęcili swe życie Instytutowi, gdyż w ten sposób poświęcili je Bogu), ponieważ dostrzegli w codziennym życiu możliwość ewangelicznego radykalizmu będącego jednocześnie odpowiedzią na Boże wezwanie. To bowiem wola Boga łączy ze sobą konsekrację i świeckość.

Nie przypadkiem Lazzati decyduje się pozostać w obozie jenieckim, kiedy rozważa tajemnicę Wcielenia. W tym samym okresie pisze: "Kiedy po raz pierwszy oddajemy się Bogu i za każdym razem, kiedy odnawiamy naszą konsekrację [a tak jest przecież dziś wieczór], powtarzamy za Słowem, które wypowiada swoje "Ecce venio ut faciam voluntatem tuam - oto przybywam, by spełnić twoją wolę", będące wyrazem najgłębszego oderwania".

Jeśli brak nam tego oderwania, jeśli nasza wola nadal znajduje się w centrum naszego życia, nie uda nam się postępować prawdziwie po chrześcijańsku. A przecież wolą Boga jest, byśmy otaczali troską świat, ten nasz świat, byśmy stali się apostołami.

Niech więc znów wola Boża znajdzie się w centrum naszych badań, naszego poznania, niech stanie się przedmiotem naszej miłości i szacunku.