1 listopada - Nic na darmo (część 1)

A właśnie za wszystkich umarł [Chrystus] po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał - 2 List do Koryntian 5,15

Przeczytaj: List do Rzymian 12,1-2

 Byłem kiedyś w Makao – maleńkiej kolonii nieopodal chińskiego wybrzeża. Uczestniczyłem w konferencji dla duchownych i zatrzymałem się w domu pełnego amerykańskiego małżeństwa, przebywającego tam na misji. Pod koniec pobytu mój gospodarz zapytał, czy mam ochotę odwiedzić grób misjonarza Roberta Morrisona. Oczywiście, że miałem ochotę, więc zabrał mnie na cmentarz rzymskokatolicki. Stałem przy zniszczonym przez zmienną pogodę omszałym grobie z niemal zatartym imieniem, datą i inskrypcją i z zaskoczeniem uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem poruszony.
 Robert Morrison był młodym Brytyjczykiem studiującym rachunkowość, kiedy Bóg powołał go do pracy misyjnej. Kiedy przybył do Chin i wyjawił cel swego przyjazdu, został wyrzucony z kraju. W tamtych czasach wyjazd na misję oznaczał służbę na całe życie, a urlop był czymś nieznanym. Tak więc Robert udał się do portugalskiej kolonii w Makao. Spędził tam jakiś czas, a potem wrócił do Chin, ale znowu go deportowano, wobec tego zaczął pracować jako księgowy dla Kampanii Wschodnioindyjskiej. Od czasu do czasu podróżował do Chin, skąd za każdym razem go wyrzucano. Całymi dniami pracował dla Kampanii Wschodnioindyjskiej, która nienawidziła misjonarzy, zaś po nocach zajmował się przekładem Biblii na język chiński. Wreszcie ukończył tłumaczenie, a potem zmarł w Makao. Po jego śmierci długo zastanawiano się, gdzie go pochować. Chińczycy zdecydowanie nie chcieli, by na ich cmentarzu pochowano chrześcijanina, zaś kościół rzymskokatolicki nie chciał u siebie protestanta. Ostatecznie ktoś porozmawiał z katolickim arcybiskupem, który sprzedał niewielki kawałek ziemi, by można było pochować Brytyjczyka. Całe życie doświadczał odrzucenie i nawet śmierć tego nie zmieniła.
 Rzadko zauważamy cenę, jaką inni ludzie zapłacili za wierność Panu Jezusowi. W naszym społeczeństwie tak bardzo skupiamy się na naszych własnych potrzebach, że niewiele znajdzie się osób, które byłyby gotowe powiedzieć: „Zrobię wszystko, o cokolwiek Bóg poprosi”. Czy ty jesteś gotów to zrobić? (za: Każdy dzień)