31 stycznia - Dając siebie

"Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23,34)

Jednym z najwspanialszych świadków wiary, jakich kiedykolwiek spotkałem, była pewna kobieta, która uznała, że jej dzieci potrzebują religii, zaczęła więc w każdą niedzielę zawozić je do kościoła. W miarę jak uczyły się o Jezusie, zaczęły jej o Nim opowiadać, co zrodziło w jej sercu głęboki głód Chrystusa. Tak rozpaczliwie Go pragnęła, że pokonała lęk przed pójściem do kościoła i wślizgnęła się na zajęcia szkoły niedzielnej, stając z samego tyłu, absolutnie przerażona, że za chwilę ktoś ją o coś zapyta. Zamiast upokorzenia znalazła Chrystusa.

Stała się niesamowitym gościem w kościele. Było w niej jakieś światło, które otwierało wszystkie drzwi. Dopiero po kilku latach uświadomiłem sobie, że nie jest zbyt piękna. Jej piękno brało się z jaśniejącej miłości do Pana Jezusa.

Kobieta ta zachorowała na raka. Znalazła się w szpitalu podłączona do różnego rodzaju urządzeń. Któregoś dnia spytała lekarza, jak długo przeżyje bez tych maszyn, a on odparł, że najwyżej tydzień. Na jej pytanie, ile przeżyje podłączona do nich, odparł, że około sześciu tygodni. „Proszę więc mnie odłączyć”, poprosiła. „Wolę spędzić te pięć tygodni z Jezusem”. Kiedy jej mąż przyszedł, by ją odwiedzić, powiedziała mu: „Chciałabym, żebyś się ze mną pomodlił o to, kiedy mam umrzeć. Jeśli umrę w nocy, pielęgniarka z nocnego dyżuru będzie załamana, bo bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Ale jeśli umrę około 2:45, kiedy zmieniają się pielęgniarki, to siostra z dziennego dyżuru będzie mogła być przy niej i lepiej sobie z tym poradzi”.

24 godziny później, o 2:45 nad ranem kobieta umarła. Nie wiedziała, co ją czeka, ale wiedziała do Kogo odchodzi i dzięki tej pewności ostatnią myślą, jaka zaprzątała jej głowę była troska o dobro i komfort psychiczny drugiej osoby. Czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy żyli w taki sposób, że w chwili śmierci myślelibyśmy nie o sobie, ale o innych? Na tym polega prawdziwa wolność – dawanie innym aż do ostatniej chwili.

To właśnie uczynił Jezus, oddając swoją Matkę pod opiekę swojego ucznia – Jana. Na samym końcu myślał o innych. 

(za: Każdy dzień)