Posty

Tadeusz Ruciński FSC, O CZŁOWIEKU WYKORZENIONYM I ZAKORZENIONYM

„Ludzie? Nie mogą sobie znaleźć miejsca. Wiatr nimi miota. Nie mają korzeni..." (z Małego Księcia) Nie wiem, czy się zgodzicie z takim stwierdzeniem, że usłyszenie głosu powołania i pójście za tym głosem - jest wejściem w przypowieść, bo dopiero wtedy odkrywa się, że całe życie, od pierwszych chwil, które się pamięta, pełne było zapowiedzi, proroctw spełniających się potem i wciąż wybiegających w przyszłość. A człowiek, który odpowiada na ten głos, też staje się dla innych przypowieścią - raz taką, a raz owaką. A przeżywając świadomie wszystko to, co się w nim i wokół niego dzieje, odkrywa, że właściwie wszystko jest przypowieścią. I to sprawia, że każda chwila w jego życiu nabiera sensu, choć wcześniej tyle innych przeciekło mu przez palce. Uświadamia sobie, że wszystko ma swój początek i sens. A koniec tej przypowieści zależy i ode mnie, i od Tego, który prowadzi i który jest współautorem całości. Czyli, że wszystko coś znaczy, że wszystko ma swoją wagę i że każde spotkanie

SYMPOZJUM 05-06 LISTOPADA 2011

WARSZAWA, UNIWERSYTET KARDYNAŁA STEFANA WYSZYŃSKIEGO AULA JANA PAWŁA II ul. DEWAJTIS 5 Temat: JAK W DZISIEJSZYM ŚWIECIE BYĆ ŚWIADKIEM TAJEMNICY WCIELENIA SOBOTA 05 LISTOPADA 9.00 SŁOWO WSTĘPNE PRZEWODNICZĄCEJ KRAJOWEJ KONFERENCJI INSTYTUTÓW ŚWIECKICH DR TERESY STAWARZ 9.10 WYSTĄPIENIE J.E. KS. ABP JOAO BRAZ DE AVIZ PREFEKTA KONGREGACJI DS. ŻYCIA KONSEKROWANEGO I STOWARZYSZEŃ ŻYCIA APOSTOLSKIEGO 10.00 WYSTĄPIENIE KS. PROF. DR HAB. HENRYKA SKOROWSKIEGO REKTORA UKSW 10.15 WYKŁAD KS. PROF. JERZEGO SZYMIKA: ŚWIATŁO WCIELENIA. INKARNACYJNY WYMIAR TEOLOGII ŻYCIA DYSKUSJA 12.00 EUCHARYSTIA – PRZEWODNICZY J.E . KS. ABP JOAO BRAZ DE AVIZ PREFEKT - DOM REKOLEJCYJNY ul. DEWAJTIS 3 13.10 OBIAD - DOM REKOLEJCYJNY ul. DEWAJTIS 3 15.15 WYKŁAD KS. DR HAB. ANDRZEJA DRAGUŁY: ŚWIECKI W ŚWIECIE ŚWIECKIM; OD KONTESTACJI DO SYMBIOZY DYSKUSJA 17.00 PRZERWA 17.15 PANEL - W ŚWIECIE, ALE NIE Z TEGO ŚWIATA.

Pamiętajmy zawsze o miłości Chrystusa

Z dzieł św. Teresy od Jezusa, dziewicy (brewiarz z 15.10.) Dla kogo Chrystus jest przyjacielem i wielkodusznym przewodnikiem, ten wszystko potrafi znieść. Jezus sam przychodzi z pomocą, dodaje sił, nie opuszcza nikogo, jest prawdziwym i szczerym przyjacielem. Widzę wyraźnie, iż jest wolą Boga, abyśmy jeśli chcemy podobać się Bogu i otrzymywać odeń wielkie łaski, otrzymywali je za pośrednictwem Najświętszego Człowieczeństwa Chrystusa, w którym nieskończony Bóg, jak sam powiada, znajduje upodobanie. Bardzo często sama tego doświadczałam: Pan mi to powiedział. Widziałam niejako naocznie, że jeśli chcemy, aby niezmierzony Bóg ukazał nam swe tajemnice, powinniśmy wchodzić przez tę właśnie bramę. Nie należy szukać innej drogi, nawet jeśli kto osiągnął szczyty kontemplacji. Tą drogą idzie się pewnie i bezpiecznie. Od Pana i przez Pana otrzymujemy wszelkie dobra. On naszym Nauczycielem. Poza Nim nie znajdziemy pełniejszego i doskonalszego wzoru do naśladowania. Czegóż więcej moglibyśmy pra

Z dzieła bł. Honorata Koźmińskiego: "O zgromadzeniach ukrytych przed światem"

(Kraków 1901, s. 2-9) Życie ukryte przed światem jest najdoskonalszym środkiem do rozszerzania królestwa Bożego Zbawiciel wiódł życie ukryte przed światem, nie był znany prawie nikomu ze swego Boskiego posłannictwa, pochodzenia i poświęcenia się Bogu i sprawie zbawienia. Przedstawiał się wszystkim jako zwyczajny czeladnik ciesielski; dlatego dziwiono się, gdy potem Pismo przytaczał, mówiąc: "Skądże Mu to, przecież Go znamy jako cieślę, i Jego krewnych". Potem, gdy już wystąpił do opowiadania Ewangelii św., jeszcze się często ukrywał, już to dla uniknięcia czci, już dla uchylenia się od prześladowania, dopóki godzina Jego nie nadeszła. Dusze przeto kryjące przed światem wyższe dążenia swoje i poświęcenie się Bogu i sprawie zbawienia dusz, czy to czynią dla pokory, nie chcąc być znane światu i cześć od niego odbierać, czy to dla uniknięcia prześladowania lub bezpieczniejszego poświęcenia się dla bliźnich, naśladują w tym wzór najwyższej świętości. Przenajświętsza Panna sł

Powołanie do czystości

Ludzie często sądzą, że pociąg do osób tej samej płci jest wrodzony, że homoseksualiści są tacy z natury lub że się "tacy urodzili". Zakładają, że skoro Bóg ich takimi stworzył, to postępowanie zgodne z ich pożądaniem seksualnym nie może być grzechem. Dodatkowego argumentu upatruje się w możliwości istnienia "gejowskiego genu", sugerując, że zarówno samego stanu, jak i związanego z nim zachowania nie da się uniknąć ani pokonać. Jeden z komentatorów podsumował to w ten sposób: "Mówienie komuś, by przestał być gejem, byłoby zatem równoznaczne z proszeniem Azjaty o to, by przestał być Azjatą, lub osoby leworęcznej, by przestała być leworęczna". Nawet gdyby kiedykolwiek znaleziono domniemany "gen homoseksualizmu", to jedyne, co by to ujawniło, to - podobnie jak w przypadku większości genów mających wpływ na zachowanie - istnienie pewnej genetycznej predyspozycji w kierunku danej preferencji seksualnej. Byłoby to jednak zdecydowanie różne od determi

Agata Błaż, Modlitwa tańcem

Chwalmy Pana pięknym dźwiękiem rogu. Chwalmy Pana na harfie i na cytrze. Chwalmy Pana bębnem i tańcem. Chwalmy Pana na strunach i na flecie (Ps 150) Taniec się tańczy... Tańczyłam od zawsze. Pierwsze kroki stawiane przy babcinym piecu kaflowym bardzo szybko zamieniły się w oberki, kujawiaki, góralskie, polki, walczyki, w suity lubelskie, rzeszowskie, przeworskie. Poczułam po raz pierwszy, że taniec to coś więcej niż przekaz kulturowy. Gdy znajdowałam się w przestrzeni, w której siebie nie lubiłam, nie akceptowałam i nie rozumiałam tego, co się dzieje, wtedy czas tańca był jedynym momentem, w którym się nie osądzałam, bo dotykałam oceanu, mądrego i pełnego, bo jego fale wypłukiwały tę garść brudu, jaki do niego przynosiłam. I tańczyłam, bo czułam (tak, jak Grecy czują), że to sposób na utrzymanie się przy zdrowych zmysłach. Tańczę, bo taniec uczy mnie poddania się muzyce, a to uczy mnie poddania się życiu, odpuszczenia i pozwolenia na prowadzenie przez Boga (let go and let God)

Młode wino

Z Księdzem Dannisem Loomisem, Generałem Zgromadzenia Misjonarzy Matki Bożej z La Salette, rozmawia ks. Damian Kramarz MS (frament) Ani policjant, ani strażak, ale ksiądz! Proszę opowiedzieć o swoim powołaniu. - W młodości marzyłem o byciu policjantem, strażakiem, ale nigdy o tym, że będę księdzem. Gdy byłem jeszcze w gimnazjum, na zajęcia przyszli księża Saletyni i zapytali, czy któryś z nas młodych chłopaków nie chciałby przyjechać i zobaczyć jak wygląda małe seminarium. Zgłosiło się czterech moich kolegów, a ponieważ było pięć miejsc, więc dyrektor szkoły – a była nią siostra zakonna – weszła do klasy i wskazując na mnie, powiedziała: tego jeszcze powinniście zabrać. Spędziłem tam weekend. Spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłem pójść do małego seminarium. Szybko znalazłem przyjaciół – takich pięciu, co trzymali się razem. Na końcu roku szkolnego pytano nas: kto wraca w następnym roku? Wielu odpowiadało, że tak. A ty? – Myślę, że też przyjadę – odpowiedziałem. Ostatecznie