Posty

Świadectwo Piergiorgio Confalonieri

Zwykle patrzymy na śmierć z dwóch skrajnie różniących się punktów widzenia. Albo z przesadną emfazą (mam tu na myśli wzniosłe, publikowane na łamach gazet nekrologi), albo staramy się odsunąć ją w cień. Coraz więcej jest domów pogrzebowych, pozwalających uniknąć pożegnania zmarłego w domu. Istnieje też niebezpieczeństwo, że śmierć zostanie sprowadzona do gry komputerowej dla dzieci. Jedna rzecz się tylko nie zmienia. Kiedy nadchodzi śmierć, zawsze wydaje się, że atakuje z ukrycia. Mówiąc z perspektywy człowieka śmierć to absurd, o którym lepiej nie myśleć. Łudząc się, że życie może trwać w nieskończoność uważamy, że śmierć zdarza się tylko innym. Bardzo trudno jest dostrzec w śmierci naturalne ujście życia, czyli drugą stronę tajemnicy, dzięki której dostrzegliśmy światło. A co Giuseppe Lazzati myślał o śmierci? Wydaje mi się, że niewiele mówił na ten temat. Zachowywał się bardzo dyskretnie i powściągliwie, kiedy trzeba było otworzyć własne serce. Był także (my, starsi wiemy o tym

Świadectwo Luca Daolio

Ja również pragnę spłacić dług wdzięczności wobec Giuseppe Lazzatiego, którego poznałem, uczęszczając do Instytutu i spotykając się z jego członkami. Pragnę dać tutaj świadectwo pewnego aspektu jego postaci, o którym jeszcze nie było dziś mowy. Moje wspomnienia dotyczą czasów, kiedy chodziłem na wykłady Lazzatiego. Były to zawsze bardzo ważne chwile. Chciałbym tutaj przypomnieć aspekt ojcowski Lazzatiego. Mówili już o tym, w pewnym sensie jego najbliżsi, przypominając niektóre chwile z życia rodzinnego, ale myślę że w stosunku do nas, najważniejszy był aspekt ojcostwa w wierze. Już to tylko by wystarczyło, aby być nieskończenie wdzięcznym Lazzatiemu. Drugi aspekt, także zasługujący na wdzięczność opisuje najlepiej pewna scena, którą zawsze mam przez oczyma. Kiedy wchodząc do kaplicy, widzieliśmy Lazzatiego zatopionego w modlitwie, wielkie wrażenie wywierało to, jak dalece potrafił skoncentrować się na tajemnicy wiary. W pamięci mam jedno zdanie z tym związane, które od czasu do cz

Świadectwo ks. Giuseppe Grampa

Od razu powiem, że moje świadectwo będzie przeniknięte głęboką wdzięcznością. Nie chcę przy tym czerpać ze skarbca dni, niezbyt zresztą wielu, spędzonych z profesorem Lazzatim w ostatnim okresie jego życia, ale pragnę podkreślić, że spotkanie to zawsze uważałem za wydarzenie opatrznościowe. Doprowadził do niego dr Brasca i również wobec niego żywię głębokie uczucie wdzięczności. Spotkanie z profesorem Lazzatim otworzyło przede mną, w niełatwym momencie mojej osobistej historii, możliwość włączenia się w życie Uniwersytetu Katolickiego. Myślę, że Lazzati wobec mnie postąpił zgodnie z ową szczególną zasadą otwarcia na młodych, wynikającą z wiary w bogactwo, którego często, wbrew pozorom, są oni nosicielami. Powtarzam, zawdzięczam okazanemu przez niego zaufaniu to, że w trudnej chwili mogłem na nowo odnaleźć motywację do dalszego zaangażowania. Dlatego właśnie żywię taką głęboką wdzięczność wobec Giuseppe Lazzatiego. Przypominając duchowy wymiar tej postaci, dostrzegam człowieka, któ

Świadectwo ks. Giovanni Giudici

Już wcześniej, w homilii, powiedziałem wam, co myślę i co zachowałem w sercu ze znajomości z profesorem Lazzati. Teraz więc podzielę się z wami tylko krótką refleksją i osobistym świadectwem. Będą one dotyczyć okoliczności, w jakich poznałem prof. Lazzatiego. W 1954 r. kiedy byłem jeszcze bardzo młodym człowiekiem, profesor Lazzati przyjechał do Varese aby wygłosić wykład dla absolwentów katolickich. W tamtych latach ojciec mój był przewodniczącym zrzeszenia katolickich absolwentów. Profesor więc kolację jadł u nas w domu i właśnie wtedy widziałem go po raz pierwszy. Z wykładu, który wówczas wygłosił, po sześćdziesięciu latach pamiętam jeden zasadniczy fragment, który wywarł na mnie duże wrażenie. Nie przypominam już sobie dokładnie, co było tematem samego wykładu, ale Lazzati porównał w nim życie chrześcijanina do wiosny w przyrodzie. Ukazał, że podobny do odradzającej się do nowego życia przyrody z jej fascynującą harmonią, jest przypadek tych, którzy przyjmują chrześcijaństwo i

Świadectwo ks. Franco Brovelli

Dziękuję Wam bardzo za zaproszenie, abym przedstawił moje świadectwo o profesorze Lazzatim. Chociaż bym tego pragnął, nie będę jednak opisywał tu całego bogactwa idei, które - jak wszyscy - również i ja odziedziczyłem po Giuseppe Lazzatim.

Świadectwo ks. bpa Marco Ferrari

Za zaproszenie mnie na to spotkanie dziękuję zarówno profesorowi Lazzatiemu, jak Przewodniczącemu Instytutu Świeckiego Chrystusa Króla. Pragnę na wstępie przekazać wam pozdrowienia od kard. Martini. Czynię to jednak nie dlatego, że właśnie go widziałem, ale dlatego, że z geograficznego punktu widzenia jestem jego sąsiadem. Mieszkam w odległości 3 km od Aloisianum w Gallarate, a więc zdarza się, że się spotykamy. Muszę powiedzieć, że chociaż umysł księdza kardynała wciąż jeszcze jest sprawny jak dawniej, nie dopisują mu już siły fizyczne. I z pewnością jest mu bardzo przykro, że nie mógł przybyć do Pustelni, gdzie oddychałby ową szczególną atmosferą, kształtowaną nie tylko przez piękno natury, ale przede wszystkim bogactwo duchowe.  Nie mogę powiedzieć, że osobiście znałem Lazzatiego. Kilka razy spotkałem go, wymieniliśmy parę zdawkowych słów, ale niezbyt wiele. Czytałem jednak niektóre jego rzeczy i wciąż jeszcze mnie one fascynują. Chciałbym tu podziękować prof. Viotto z Varese z

Świadectwo ks. bpa Giuseppe Merisi

Chciałbym nawiązać do tego, co mówił ksiądz Giovanni, dodając od siebie jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze chciałbym podzielić się z wami wspomnieniem chwili, kiedy ja również miałem okazję rozmawiać z Giuseppe Lazzatim i go słuchać. Nie byłem z nim w takiej zażyłości, jak ksiądz Giovanni i wielu z was, ale zawsze z wielką uwagą i radością słuchałem go, zadawałem pytania i uczestniczyłem w rozmowach. Druga sprawa dotyczy tego, co - moim zdaniem - stanowi aktualną i dziś w życiu kościelnym i społecznym jego naukę.  Ja również mam wspomnienia z okresu chłopięcego związane z Venegono, gdzie odbywały się nasze seminaria i czterodniowe spotkania kadry GIAC (Gioventù Italiana Azione Cattolica - Akcja Katolicka młodzieży włoskiej) w których uczestniczyliśmy co roku w połowie sierpnia. Przez wiele lat jeździliśmy do Venegono. Potem zmieniliśmy miejsce spotkań. Czasami podczas tych czterech dni odwiedzał nas również Giuseppe Lazzati, a także inni, starsi działacze GIAC. Pamiętam, że już przy