Posty

Czcijcie mnie, moją Córkę i Wnuka

Grafika
To wezwanie miał usłyszeć Wojciech Głowa, gospodarz ze Smardzewic, gdy wiózł drzewo z lasu. Ukazała mu się św. Anna z Maryją i Dzieciątkiem Jezus. Od tamtego wydarzenia mija 400 lat. Dziś jest tutaj sanktuarium dedykowane matce Najświętszej Maryi Panny, babci Pana Jezusa, oraz klasztor Zakonu Braci Mniejszym Konwentualnych, franciszkanów, i ich nowicjat, a w miejscu objawień stoją krzyż i studnia, zbudowana nad źródłem, które miało wybić tuż po cudownym objawieniu. Historyk opowiada Nieco ponad 100 lat temu ks. Jan Wiśniewski, opisując dekanat opoczyński, zbierał informacje o Smardzewicach. Gdy spisywał dzieje tego miejsca, od kilkudziesięciu lat nie było tu franciszkanów. Zostali przegnani przez władze carskie za pomaganie powstańcom styczniowym. Jednak mimo ich nieobecności nadal trwała pamięć o cudownym wydarzeniu. Tak o tym pisał ks. Wiśniewski: "W 1620 roku Wojciech Głowa, gospodarz ze Smardzewic, wiózł parą wołów drzewo z lasu. Gdy przyjechał na miejsce, gdzie

A Titanic płynie dalej...

Grafika
Gwizdek, rolka papieru toaletowego, dwie świece, zapałki, szpilki, pióro, nóż, trochę gotówki, pięć metrów mocnego sznurka, plastikowa miseczka z pokrywą, butelka wody, wodoszczelne opakowanie biszkoptów - to niezbędnik każdego Japończyka zapakowany w plecaczek i na stałe umieszczony przy drzwiach wyjściowych lub w sypialni przy oknie. Standard w kraju, gdzie rocznie odczuwa się około tysiąca wstrząsów sejsmicznych. Niektórzy - jak preppersi - budują tzw. kokony przetrwania. Mięso, które może przeleżeć w ziemi 30 lat; woda, która przetrwa dwie dekady; baterie słoneczne; własnoręcznie wykuwane sztylety i wiedza o tym, jak przeżyć noc na dwudziestostopniowym mrozie. Ludzie ci przewidują, że mogą być huragany, powodzie, opady śniegu, krach na rynku, ekonomiczna zapaść, głód. Gromadzą jedzenie, wodę, opatrunki, broń. Ale czy w ogóle istnieje jakikolwiek niezbędnik na czas końca? Tak, jest taki jeden. Jeden jedyny - Biblia. Tylko kogo ona dziś interesuje... A przecież już w jej pier

Jak Biblia nie wychowuje

Grafika
Tresura Od wychowania należy z całą pewnością odróżnić tresurę. Pan Bóg nie chce nas wytresować. Życie, które nam dał, to nie cyrk. Mądrzy ojciec i matka nie tresują swych dzieci. W trudnym procesie wychowawczym powtarzają tysiące słów, by wreszcie dziecko powiedziało: teraz rozumiem, teraz zasady rodziców stają się moimi. I wtedy proces wychowawczy jest skuteczny. Nie chodzi o zewnętrzne dostosowanie, ale o głębokie przekonanie wychowanka. ON/OFF To, co działa perfekcyjnie w materialnej przestrzeni, nie ma zastosowania w świecie ducha, ludzkiej historii, która przecież jest wypadkową wolnych wyborów człowieka. Słowo Boże nie działa mechanicznie. Jest jak zasiew, który wydaje plony, i to bardzo różne, często nieprzewidywalne. W kulturze przycisku ON/OFF miej zatem cierpliwość w oczekiwaniu na rezultaty. Nie zawsze zobaczymy owoce tu i teraz. Nie przewidzimy też od razu, dokąd nas w życiu zaprowadzi słowo Boże. I to jest fascynujące. Pod kloszem Bóg nie jest ojcem nado

Jak czytać Pismo Święte, by wychowywało

Grafika
Obecność Bóg jest zawsze obecny w procesie wychowania człowieka - nawet gdy tego nie odczuwamy. Ale jest też drugi element w tym punkcie. Jeśli chcemy być wychowywani przez słowo Boże, to koniecznie musi ono być obecne w naszym życiu. Obecne, czyli czytane, przemyślane, przemodlone. Wiara To warunek konieczny, aby słowo Boże wychowywało nas na "ludzi Boga". Wiara w to, że przez Pismo Święte przemawia i działa sam Bóg. Bez tej wiary Biblia będzie tylko dziełem literackim, mówiącym bardziej o przeszłości niż o moim życiu. Autorytet i zaufanie Wychowywanie opiera się na autorytecie i zaufaniu nauczycielowi. Inaczej będzie tresurą albo wtłoczeniem w formy zawsze za ciasne, kłujące, obce - nie moje. Trzeba uznać w wierze autorytet, mądrość i dobroć Boga. Zaufać Mu i zawierzyć jak najlepszemu pedagogowi. Dać się poprowadzić. Wysiłek Proces wychowania jest zawsze trudem. Kształtowanie siebie jest wysiłkiem. Jeśli słowo Boże ma nas wychowywać, to trzeba się na

Czy słowo Boże może wychowywać?

Grafika
Odpowiedź wydaje się oczywista. Z jednym zastrzeżeniem: że nie jest to byle jakie wychowanie i nie do byle czego. Biblia jest podstawą naszej cywilizacji. Jest częścią naszego kodu kulturowego. A to oznacza, że kultura, w której żyjemy, została ukształtowana przez Biblię. I już samo to wystarczyłoby za odpowiedź na tytułowe pytanie. Wystarczyłoby rozsądnie myślącym, niekoniecznie wierzącym ludziom. Rozsądny głos niewierzącego Cztery lata temu Agnieszka Kołakowska, córka znamienitego filozofa, filolog klasyczny, tłumaczka i eseistka, postulowała na łamach "Rzeczypospolitej": "Nie jestem osobą wierzącą, ale Biblia jest dla mnie najważniejszym tekstem literackim, największym dziełem naszej cywilizacji. (...) Wiem, że to utopia, pomysł nie do zrealizowania, ale bardzo bym chciała, by były w szkole zajęcia, na których dzieci po prostu czytałyby Biblię. Zajęcia obowiązkowe dla wszystkich. W świeckim państwie Biblia powinna być czytana niezależnie od religii, poch

Zdemaskowani

Grafika
Podobno każdy człowiek ma trzy charaktery. Pierwszy to ten, który pokazuje przed ludźmi. Drugi to ten, który wydaje mu się, że ma. A trzeci to ten, który ma naprawdę. Do niedawna kojarzyliśmy maseczki tylko ze szpitalami. Niepostrzeżenie stały się one nieodłącznym rekwizytem przy wychodzeniu z domu. Jednak prawdziwym problemem są inne maski - te, które zakładamy, gdy chcemy ukryć nasze prawdziwe intencje, gdy nie stać nas na szczerość, gdy wolimy udawać. Niektórzy noszą swoje maski czasami, inni stale. Jedni tego żałują, u innych obłuda stała się drugą naturą. Uciekamy przed prawdą, bo bywa niewygodna, lub dla korzyści. Wydaje się nam, że za maską jest bezpieczniej, bo może ona ukryć nasze słabości. Rodzaje masek Najlepszym specjalistą od takich masek jest diabeł - pozoruje, zwodzi, wprowadza w błąd. W Piśmie Świętym czytamy, że potrafi nawet przybrać "postać anioła światłości" (Kor 11,14). Może udawać pokorę, życzliwość, współczucie, jeśli tylko widzi, że pozwo

o. Marian Żelazek – człowiek, który kochał życie [wywiad]

Nie bał się śmierci, kochał życie, żył pełnym życiem, potrafił co do joty wykorzystać każdy dzień od świtu do nocy, nie marnował żadnej sekundy, aby zrobić coś dobrego. A wszystko, co robił, mówił i myślał, miało swe źródło w Panu Bogu, w wierze w Pana Boga - tak o. Mariana Żelazka opisuje o. Thazhathuveetilem Kurianem SVD - główny postulator procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego na szczeblu diecezjalnym. Anna Kot: Po ponad dwóch latach od rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego na szczeblu diecezjalnym (luty 2018 r.) w diecezji, na terenie której leży Puri w Indiach, gdzie pracował o. Marian Żelazek, przybywa Ojciec do Polski. Jaki jest cel tej wizyty? O. Thazhathuveetil Kurian SVD: Są dwa, równie ważne, powody mojego przyjazdu do Polski. Po pierwsze pobyt w ojczyźnie o. Mariana daje mi szansę bezpośredniego, osobistego kontaktu z osobami odpowiedzialnymi za pomocniczy proces beatyfikacyjny, jaki toczy się w Polsce. Spotkałem się już i porozmawiałem z abp. Stanisławem Gądeckim,